Sam zorganizowałem tę wyprawę. W górach szedłem bez przewodnika i bez pomocy agencji.
Na Dufourspitze stanąłem 3 września 2023 roku. Najwyższy szczyt Szwajcarii, 4634 m n.p.m., był moim 34. zdobytym szczytem Korony Europy. Nie kończyliśmy jednak wyjazdu zejściem do doliny. Zostaliśmy wysoko w masywie Monte Rosa, a następnego dnia weszliśmy na wschodni wierzchołek Liskamma. Pomiędzy tymi wejściami był nocleg w niewielkim schronie na Balmenhornie, a nie powrót do samochodu.

2 września: kolejka w chmurach i podejście na Balmenhorn
Pierwszą część wysokości pokonaliśmy kolejką. Z kabiny widzieliśmy chmury, w których znikała lina. Dopiero wyżej odsłoniły się śnieżne zbocza i skalne wyspy wystające z lodowca. Zamiast zielonego krajobrazu doliny mieliśmy przed sobą białą przestrzeń, a ponad nią kolejne wierzchołki Monte Rosy.
Dalej szliśmy już pieszo, związani liną. Na podejściu były rozległe pola śnieżne, ale również otwarte szczeliny. W niektórych miejscach jasny śnieg kończył się nagle nad ciemną głębią. Te fragmenty dobrze pokazywały, jak różny teren może kryć się w pozornie jednolitej powierzchni lodowca.
Naszą bazą został Bivacco Felice Giordano na Balmenhornie. Schron stoi na skalnej wyspie, pod charakterystyczną figurą Cristo delle Vette. Wieczorne zdjęcia z 2 września pokazują zarówno figurę, jak i niewielki budynek poniżej. Wokół pozostawały śnieg, skały i widok na wysokie części masywu. Następnego dnia ruszyliśmy stąd na Dufourspitze.













3 września: świt i skalno-śnieżna grań Dufourspitze
Rano nad grzbietami pojawiło się światło wschodu. Śnieżne zbocza stopniowo prowadziły nas w coraz bardziej skalisty teren. Dalej nie było już tylko marszu po szerokim lodowcu: przechodziliśmy wąską grań, ze śniegiem pomiędzy skałami i stromymi zboczami po obu stronach.
Na skalnych odcinkach pracowaliśmy także rękami. Szukaliśmy stopni, przekładaliśmy linę i przechodziliśmy kolejne fragmenty grani. Raz pod nogami była skała, raz śnieg.
Przed południem mówiłem na nagraniu, że robi się późno i że śnieg słabo trzyma. Widoki były piękne, ale przed nami pozostawała droga na szczyt, a później jeszcze powrót przez grań. To był długi dzień, w którym godzina i stan śniegu miały znaczenie obok samego celu.
Na Dufourspitze stanęliśmy przy metalowym krzyżu z tabliczką szczytową. Zdjęcia zrobione przed godziną 14 pokazują krzyż, nasz zespół i otaczającą panoramę. W nagraniu ze szczytu podawałem wysokość 4634 m i mówiłem o 34. szczycie Korony Europy. Był to kolejny ważny punkt projektu, zdobyty po przejściu konkretnej, wymagającej czasu grani.


















Wieczorny Zumsteinspitze i druga noc w schronie
Po szczycie nadal szliśmy wysoko. Popołudniowe nagrania pokazują kolejne strome odcinki, a na jednym z nich mówiłem, że został nam jeszcze fragment do góry, zanim ruszymy w stronę noclegu. Około godziny 18 znów byliśmy na Zumsteinspitze. Dopiero później wróciliśmy do schronu na Balmenhornie.
W Giordano spaliśmy w czwórkę w rogu pomieszczenia. Dołączył do nas jeszcze jeden Włoch. Do gotowania potrzebowaliśmy własnego gazu – wyposażenie schronu nie obejmowało pełnej butli. Na filmie nagranym następnego dnia pokazywałem ciasne, drewniane wnętrze i żartobliwie nazywałem je naszym hotelem. Ten nocleg pozwolił nam zostać wysoko i rano ruszyć na Liskamm bez ponownego podejścia z doliny.
4 września: śnieżna grań Liskamma
Następnego ranka znów wyszliśmy na śnieg. Tym razem najważniejszą częścią drogi był biały grzbiet: wąski ślad, strome zbocza opadające po obu stronach i rozległe lodowce niżej. Szliśmy w rakach, związani liną, jeden za drugim.
W porównaniu ze skalnymi fragmentami Dufourspitze ten odcinek wyglądał inaczej. Na grani Liskamma dominował śnieg i wydeptany ślad prowadzący wzdłuż grzbietu. Panorama otwierała się po obu stronach, a przed nami widać było dalszy przebieg grani.
Weszliśmy na wschodni wierzchołek Liskamma. Na nagraniu ze szczytu mówiłem o wysokości 4527 m – tak podawałem ją wtedy. Grań prowadziła dalej, ale nie kontynuowaliśmy jej pełnego przejścia. Zawróciliśmy, bo czekały nas jeszcze powrót do schronu, zejście na dół i dalsza część wyjazdu z ferratami.
Po powrocie do Giordano zabraliśmy rzeczy i rozpoczęliśmy zejście. Białe pola śnieżne stopniowo ustępowały odsłoniętej skale i kamienistemu terenowi niżej. W ciągu tych trzech dni przeszliśmy od kolejki znikającej w chmurach przez Balmenhorn i skalno-śnieżną grań Dufourspitze do śnieżnego grzbietu Liskamma. Oba wejścia były częścią jednego pobytu wysoko w górach.

























Postaw mi kawę na szlak
Podobała Ci się ta historia? Pomóż mi przygotować kolejną wyprawę i relację.
Postaw mi kawę na szlak ☕Otwiera się w nowej karcie. Dobrowolne wsparcie przez Suppi – samodzielnie wybierasz kwotę.






































