Sam zorganizowałem tę wyprawę. W górach szedłem bez przewodnika i bez pomocy agencji.
Gruzja i Kazachstan · 1-6 maja 2025 · 46 z 46
4 maja 2025 roku stanąłem przy niewielkiej tabliczce na Jurmyszu i zamknąłem swoją listę 46 punktów kontynentalnej Korony Europy. Wokół rozciągał się step, nad nim szerokie błękitne niebo. Rozłożyłem flagę Żyj Aktywnie, zrobiłem pamiątkowe zdjęcia i nagrałem kilka słów na zakończenie projektu. Do tego miejsca prowadziły wszystkie wcześniejsze wyjazdy: kolejne kraje, dojazdy, podejścia i powroty.
Finał połączyłem z majówką w Gruzji i Kazachstanie. Najpierw zatrzymałem się w Kutaisi, potem poleciałem do Aktau nad Morzem Kaspijskim i dalej do Aktobe. Po Jurmyszu zwiedzałem jeszcze kazachskie miasto, wróciłem do Gruzji i dopiero stamtąd do Polski. Przez sześć dni przechodziłem od zieleni ogrodu i panoramy Kutaisi do skalistego wybrzeża, nocnych promenad i rozległych przestrzeni stepu.
1 maja – pierwsza Gruzja i kapliczka w drzewie
Pierwszego maja przyleciałem do Gruzji. Przesiadkę wykorzystałem na zwiedzanie Kutaisi: ruszyłem przez uliczki, okolice świątyń i nad rzekę. Po drodze mijałem kamienne ogrodzenia, zabudowania na zboczach i zielone zakątki miasta. Postój pomiędzy lotami szybko zamienił się w dłuższy spacer.
Przy pierwszym wejściu do ogrodu botanicznego zastałem zamkniętą bramę. Sprawdziłem drzwi i postanowiłem jeszcze poszukać rozwiązania. Ostatecznie udało mi się pospacerować w ogrodzie. Wśród drzew trafiłem na kapliczkę urządzoną w grubym pniu: niewielkie wnętrze ukryte w drzewie i otoczone zielenią ogrodu.









Bagrati, panorama Kutaisi i strome zejście
Potem dotarłem do katedry Bagrati. Oglądałem jej bryłę i otoczenie, a ze wzgórza podziwiałem Kutaisi: dachy, zabudowania i kolejne wzniesienia wokół miasta. Między kamiennymi pozostałościami otwierały się szerokie widoki na okolicę.
Przy powrocie wypatrzyłem ścieżkę prowadzącą w dół. Zrobiło się stromo, kamieniście i ciasno między roślinami. Trzeba było uważnie stawiać kroki i szukać przejścia między skałami. Żartowałem, że nawet podczas zwiedzania Kutaisi przydałaby się lina. Po spokojnym oglądaniu panoramy znów trafił mi się mały terenowy odcinek.





Kolejka, Biały Most i wieczór nad rzeką
Miałem też pomysł przejazdu miejską kolejką. Widziałem wagonik w ruchu, ale kiedy dotarłem do stacji, nie udało mi się skorzystać z przejazdu. Do dolnej stacji doszedłem pieszo, a następnie ruszyłem w stronę Białego Mostu.
Nad rzeką Kutaisi oglądałem już z bliska. Woda płynęła pomiędzy zabudowaniami, na moście i w okolicy byli spacerowicze. Zatrzymywałem się przy rzeźbach, zaglądałem na place, oglądałem fontannę i murale. Po drodze znalazł się również czas na posiłek.
Zwiedzanie przeciągnęło się do wieczora. Zostałem w mieście, gdy zaczęło się ściemniać i zapaliły się światła. Pierwszy dzień w Gruzji wypełniły ogród, katedra, zejście ze wzgórza i spacer nad rzeką. Następnego dnia czekał mnie dalszy lot.








2 maja – lot do Aktau i pierwsze spotkanie z Morzem Kaspijskim
Drugiego maja wróciłem na lotnisko i poleciałem do Kazachstanu. W Aktau po zakwaterowaniu ruszyłem nad Morze Kaspijskie. Mijałem miejskie place i promenady, a nad wodą pojawiły się pomosty, plaża i skalisty brzeg.
Najbardziej przyciągały mnie skały. Zaglądałem w przejścia, oglądałem półki skalne i schodziłem bliżej wody. Ścieżki prowadziły tuż przy jasnych ścianach, między schodami, drewnianymi poręczami i kamieniami. Miasto cały czas pozostawało blisko, a fale rozbijały się o brzeg i krawędzie pomostów.
Na jednym z kamiennych przejść woda zaczęła dosięgać butów. Miałem tylko tę jedną parę, więc wycofałem się, zanim przemokły całkiem. Przy takim spacerze trzeba było patrzeć zarówno na przejście przed sobą, jak i na nadchodzące fale.













Aktau wieczorem – kolorowe skały, fale i długa promenada
Wieczorem przeszedłem przez kolejną część Aktau. Po drodze oglądałem miejsca pamięci, pomniki i świecący napis z nazwą miasta. Potem znów znalazłem się nad wodą. Zmierzch przechodził w noc, a skalne ściany i nadmorskie przejścia rozświetlały się różnymi kolorami.
Schody biegły przy skałach, dalej były kolumnada, oświetlone ścieżki i zabudowania ciągnące się wzdłuż brzegu. Wiatr się nasilił, fale uderzały w kamienie i pomosty. Na promenadzie wciąż można było spacerować, oglądając podświetlone skały i wodę.
Zostałem tam długo. Nawet około jedenastej w nocy nad morzem nadal były rodziny z dziećmi i inni spacerowicze. Podświetlone przejścia, ruch fal i odgłos wody towarzyszyły temu wieczorowi aż do końca spaceru.








3 maja – plaże, falochron i mała grań nad morzem
Trzeciego maja po śniadaniu znów ruszyłem w Aktau w stronę plaż i portowej części wybrzeża. Przede mną rozciągały się piasek, duże niebo i szerokie odcinki brzegu. Po drodze przechodziłem przez miasto, oglądając zabudowę, pomniki i kolejne fragmenty promenady.
Przy jednym z odcinków trafiłem w ślepy zaułek i szukałem przejścia między kamieniami. Szedłem po dużych blokach falochronu, dobierając kolejne kroki. Żartowałem, że wolę góry, ale dobrze, że nawet nad morzem można znaleźć sobie małą, sztuczną grań.
Spacer prowadził raz bliżej wody, raz przez miejskie przestrzenie. Zatrzymywałem się też przy nadmorskich rzeźbach i robiłem pamiątkowe zdjęcia. Aktau zajęło mi dwa dni, od pierwszego wyjścia nad morze po ten ostatni spacer przed kolejnym lotem.





Wieczorny lot do Aktobe
Wieczorem przyszła pora na lot do Aktobe. Wróciłem na lotnisko, a pobyt w Aktau zakończył się przy terminalu i samolocie. Do Aktobe dotarłem już nocą.
To z Aktobe miałem następnego dnia ruszyć na Jurmysz. Za mną były gruzińskie uliczki i dwa dni nad Morzem Kaspijskim, a przede mną ostatnie wyjście na mojej kontynentalnej liście Korony Europy.
4 maja – Jurmysz i finał 46 punktów Korony Europy
Czwartego maja, przed jedenastą, wysiadłem z samochodu i ruszyłem na Jurmysz. Wokół rozciągał się otwarty step, a auto pozostawało widoczne w pobliżu. Po drodze były także odsłonięte ściany terenu i woda. Nad tym wszystkim szerokie błękitne niebo.
Samo dojście było krótkie. Przy niewielkim oznaczeniu rozłożyłem flagę Żyj Aktywnie i zrobiłem zdjęcia kończące projekt. Jurmysz był punktem numer 46. Nagrałem też wypowiedź finałową, dziękując ludziom, którzy wspierali mnie i śledzili kolejne wyjazdy.
Jurmysz jest kazachskim punktem przyjętym w moim kontynentalnym wariancie Korony Europy. Nie jest najwyższą górą całego Kazachstanu. Mój projekt obejmował 46 punktów w 46 państwach i właśnie tę listę tutaj zamknąłem.
W drodze powrotnej trafił się jeszcze śnieg. Żartowałem przy nim o niewziętych rakach. Po zakończeniu projektu był to krótki, humorystyczny moment na stepie, zanim wróciłem do samochodu i dalszej części dnia.









Aktobe po finale – meczet, park i diabelski młyn
Po Jurmyszu zostało jeszcze zwiedzanie Aktobe. Oglądałem meczet, malowidła i pomniki, spacerowałem przez miejskie przestrzenie i zieleń parku. Wsiadłem również do kabiny diabelskiego młyna, skąd mogłem spojrzeć na okolicę z góry.
Zaglądałem do kolejnych miejsc, w tym do świątyni, którą obejrzałem z zewnątrz i wewnątrz. Po spacerze znalazł się czas na posiłek. Finał Korony Europy był już za mną, ale podróż trwała dalej.
Wieczorem zostały ostatnie spacery i powrót na lotnisko. Czekał mnie kolejny przelot, a później ponowny pobyt w Gruzji.














5 maja – ponownie Kutaisi
Piątego maja znów byłem w Kutaisi. Wróciłem do Gruzji po kazachskiej części podróży i po ukończeniu projektu. Z lotniska ruszyłem do miasta, które zdążyłem już trochę poznać podczas pierwszego postoju.
Przeszedłem przez targ, między stoiskami i przez halę. Potem znów spacerowałem po ulicach Kutaisi, zaglądałem w okolice świątyni i zatrzymałem się na posiłek. Przed Kazachstanem oglądałem ogród, Bagrati i rzekę; teraz miałem jeszcze czas na targ i kolejny spacer po mieście.
Wieczorem żegnałem Kutaisi i mówiłem o powrocie do Polski oraz codzienności. Został ostatni gruziński wieczór w centrum, a następnie droga do domu.






6 maja – do domu z ukończoną Koroną
Szóstego maja wróciłem do Polski. Sześciodniowa majówka połączyła Gruzję, wybrzeże Morza Kaspijskiego i finał na Jurmyszu. Zostały mi wspomnienia kapliczki w drzewie, panoramy Kutaisi, fal uderzających w skały, nocnego Aktau i spacerów po Aktobe.
Na Jurmyszu mówiłem już o kolejnym wyzwaniu – Koronie Ziemi. Kontynentalna Korona Europy była ukończona. Z każdym punktem tej listy wiązała się osobna historia, a ostatni połączył zakończenie projektu z podróżą przez Gruzję i Kazachstan.
Postaw mi kawę na szlak
Podobała Ci się ta historia? Pomóż mi przygotować kolejną wyprawę i relację.
Postaw mi kawę na szlak ☕Otwiera się w nowej karcie. Dobrowolne wsparcie przez Suppi – samodzielnie wybierasz kwotę.




