Cztery szczyty na przełomie lat – Moldoveanu, Musała, Midżur i Kékes

Zimowa grań w drodze na Moldoveanu

Sam zorganizowałem tę wyprawę. W górach szedłem bez przewodnika i bez pomocy agencji.

Rok 2022 kończyłem w górach, a 2023 zacząłem kolejnym szczytem. Moldoveanu, Musała, Midżur i Kékes były etapami jednej podróży. Cztery kolejne dni, cztery różne górskie krajobrazy i wspólna ekipa, która zamiast rozjechać się na sylwestra, połączyła koniec jednego roku z początkiem następnego.

Po rumuńskich śnieżnych graniach przyszła słoneczna Musała, później łagodniej zarysowane zbocza Midżura, a na koniec wieczór przy kamieniu szczytowym na Węgrzech. Każdy etap miał inny charakter, choć na mapie Korony Europy wszystkie wyglądają jak podobne punkty do zaznaczenia.

29 grudnia – Moldoveanu w zimowej odsłonie

Pierwszy z tych czterech dni należał do Moldoveanu. Podczas podejścia dolina ustępowała miejsca rozległym, białym zboczom, a dalej wyraźnej grani. Śnieg podkreśla kształt gór i nadaje im zupełnie inny wygląd niż latem.

Na szczycie stanęliśmy razem. Zostały zdjęcia ekipy przy rumuńskiej fladze i panorama kolejnych ośnieżonych grzbietów.

Panorama gór ze szczytowej okolicy Moldoveanu.
Śnieżny wierzchołek Moldoveanu z grupą przy oznaczeniu szczytu.

Potem trzeba było odwrócić się od widoków i wrócić w dolinę. To był początek podróży, a następny dzień miał już własny górski cel.

30 grudnia – błękitne niebo nad Musałą

Dzień później scenerią była Musała. Towarzyszyły nam błękit nieba, ostre zimowe światło i rozległa biel. Na niższych odcinkach widać jeszcze roślinność i skały; wyżej krajobraz staje się coraz bardziej śnieżny.

Mijaliśmy górskie budynki i szliśmy dalej pod szczyt. Na górze jest czas na zdjęcie przy oznaczeniu Musały i spojrzenie na pasma rozciągające się po horyzont. To jeden z tych dni, w których sam widok dobrze tłumaczy, po co człowiek zabiera w podróż zimowe buty i cały górski ekwipunek.

Śnieżna panorama i zabudowania na Musale.

31 grudnia – ostatni szczyt roku

Sylwester przypadł na Midżur. Tutaj śnieg nie przykrywał wszystkiego: z białymi fragmentami zboczy sąsiadowały trawy, a krajobraz był bardziej otwarty i łagodniej pofałdowany niż na wcześniejszych etapach.

Zdjęcia ze szczytu mają już atmosferę końcówki udanego wyjazdu – choć przecież czekał nas jeszcze jeden punkt. Jest słońce przebijające się przez chmury, szerokie widoki i wspólna radość przy szczytowym słupku. Tak zamknąłem górski rok 2022.

Zimowa panorama ze szczytowego otoczenia Midżuru.

1 stycznia – nowy rok na Kékesie

Noworoczny finał odbył się na Kékesie. Zamiast rozległych śnieżnych panoram z poprzednich dni zastaliśmy zmrok i charakterystyczny kamień pomalowany w węgierskie barwy. Wspólna fotografia ekipy zamyka tę część podróży.

Lubię patrzeć na te cztery wejścia razem. Osobno pokazują cztery szczyty; połączone opowiadają o jednym wyjeździe, o zmianie krajobrazu z dnia na dzień i o przejściu między latami, które miało bardzo konkretny, górski rytm.

Postaw mi kawę na szlak

Podobała Ci się ta historia? Pomóż mi przygotować kolejną wyprawę i relację.

Postaw mi kawę na szlak ☕

Otwiera się w nowej karcie. Dobrowolne wsparcie przez Suppi – samodzielnie wybierasz kwotę.