Galdhøpiggen zimą – skitury i weekend w Norwegii

Zimowy poranek w Jotunheimen

Sam zorganizowałem tę wyprawę. W górach szedłem bez przewodnika i bez pomocy agencji.

Norwegia · 9-11 lutego 2024 · Korona Europy

Galdhøpiggen zimą – narty, mróz i słońce nad Jotunheimen

Na Galdhøpiggen weszliśmy 10 lutego 2024 roku, podczas krótkiego wyjazdu do Norwegii. Najwyższy szczyt kraju i całej Skandynawii, 2469 m n.p.m., zdobywaliśmy zimą, na skiturach. Z tego dnia pamiętam nie tylko rozległe widoki Jotunheimen, lecz także mróz, który zostawił mi na twarzy bardzo wyraźną pamiątkę: białe, oszronione brwi. Po powrocie z góry czekał nas przyjemny nocleg w drewnianym domku, a następnego dnia jeszcze Oslo. To była naprawdę świetna wyprawa – od lotniska aż po ostatni spacer przed powrotem.

9 lutego: do Norwegii w butach skiturowych

Podróż zaczęliśmy z górskim sprzętem, a buty skiturowe zabraliśmy na własnych nogach. Już samo przejście przez lotnisko w takich butach wyglądało inaczej niż zwykły początek weekendowego wyjazdu. Przed odprawą zastanawialiśmy się, jak zostaną potraktowane podczas kontroli. Udało się przejść, a temat butów wrócił jeszcze pod koniec podróży.

Po locie ruszyliśmy w stronę gór. Dojazd odbywał się już w zimowej scenerii: po zmroku, między ośnieżonymi poboczami i zabudowaniami. Norwegia od początku pokazała nam, że nie przyjechaliśmy tu na przedwiosenny spacer. Zanim mogliśmy założyć narty, trzeba było dotrzeć na miejsce i przygotować się do górskiego dnia.

10 lutego: na nartach przez białą przestrzeń

Na początku podejścia krajobraz był spokojny, z delikatnym światłem nad górami. Szliśmy na skiturach, z kijkami i plecakami, zostawiając za sobą ślady na śniegu. Niżej widać było jeszcze drzewa; wyżej coraz więcej miejsca zajmowały otwarte stoki i odległe grzbiety. Do wierzchołka prowadziła długa droga przez ten biały krajobraz.

Pogoda okazała się lepsza, niż spodziewaliśmy się po prognozach. Słońce przebijało przez cienkie chmury, a nad białymi zboczami pojawiały się błękitne fragmenty nieba. Na śniegu było widać zarówno ślady nart, jak i drobne formy wyrzeźbione przez wiatr. Wśród takiego krajobrazu łatwo znaleźć kolejny powód, żeby na chwilę się zatrzymać i rozejrzeć.

Mróz zapisany na twarzy

Słońce nie oznaczało ciepła. Podczas podejścia osłaniałem dolną część twarzy, a brwi i okolice oczu pokryły się białym szronem. Na krótkim nagraniu pokazuję twarz pokrytą szronem, a potem drogę przez zimowe stoki. To jeden z najbardziej charakterystycznych momentów tego wyjazdu.

W oddali góry wyglądały łagodnie i słonecznie, ale podczas podejścia zima dawała się we znaki. Na tym portrecie mróz zostawił ślad, który pamiętam do dziś.

Na skiturach podczas podejścia, 10 lutego 2024.
Oszroniona twarz i zimowy teren podczas podejścia.

Na najwyższym szczycie Norwegii

Po południu stanęliśmy na Galdhøpiggen. Kolejny szczyt dołączył do mojej Korony Europy, ale równie ważne było samo zimowe przejście. Wokół rozciągały się ośnieżone grzbiety Jotunheimen, miejscami ciemne skały wystawały ponad biel, a śnieg na wierzchołku miał nieregularne, nawiane kształty. Z góry można było zobaczyć, jak rozległe jest to górskie otoczenie.

Zatrzymaliśmy się przy oznaczeniu szczytu, zrobiliśmy zdjęcia i nagraliśmy widoki. Po tej chwili na górze pozostał jeszcze powrót w dół.

Zimowa panorama i oznaczenie na Galdhøpiggen.

Po zejściu: drewniany domek w śniegu

Po górskim dniu mieszkaliśmy w bardzo fajnym domku. Po całym dniu na nartach mogliśmy odpocząć w drewnianym wnętrzu. Z zewnątrz było widać ciemne drewniane ściany, białe ramy okien i dach pokryty śniegiem. Wokół stały inne zabudowania, a za nimi zimowe zbocza i drzewa. Na tarasie również leżał śnieg.

W środku było zupełnie inne otoczenie niż na podejściu: drewniane ściany, salon z kanapą, stół i krzesła, kuchenny aneks oraz piec. W osobnej łazience był prysznic. Z domku wychodziło się na zaśnieżony taras, z którego widać było zimowe zbocza.

Po nartach, mrozie i otwartej przestrzeni w górach odpoczywaliśmy w domku otoczonym śniegiem. Zdjęcia domku zrobiłem następnego poranka, 11 lutego, przed dalszą drogą.

Wnętrze domku i widok z tarasu, 11 lutego 2024.
Domek i jego zimowe otoczenie, 11 lutego 2024.

11 lutego: zimowe Oslo i powrót

W drodze powrotnej znalazł się jeszcze czas na Oslo. Po górskich stokach przyszła pora na zaśnieżone ulice, nabrzeże i statki przy brzegu. Miasto miało tego dnia własny zimowy charakter. Spacer i wspólna pizza były przyjemnym zakończeniem krótkiego wyjazdu, zanim znów trzeba było kierować się na lotnisko.

Wieczorem wrócił nasz temat z początku podróży: buty skiturowe podczas odprawy. Również w Norwegii udało się przejść bez problemu. Została jeszcze pamiątka z samolotu – narty były już schowane, ale ciężkie buty nadal na nogach. Ten weekend zamknął się w trzech dniach, a pomieścił lot, zimowe wejście na najwyższy szczyt Norwegii, domek w śniegu i spacer po Oslo.

O regionie: Jotunheimen – Visit Norway.

Postaw mi kawę na szlak

Podobała Ci się ta historia? Pomóż mi przygotować kolejną wyprawę i relację.

Postaw mi kawę na szlak ☕

Otwiera się w nowej karcie. Dobrowolne wsparcie przez Suppi – samodzielnie wybierasz kwotę.