Sam zorganizowałem tę wyprawę. W górach szedłem bez przewodnika i bez pomocy agencji.
12 listopada 2022 · Liechtenstein
Vorder Grauspitz – listopad między jesienią a zimą
Na najwyższy szczyt Liechtensteinu wybrałem się 12 listopada 2022 roku. Ten dzień miał dwa oblicza: niżej były zielone zbocza i jesienne drzewa, wyżej śnieg, skała i wąskie grzbiety. Vorder Grauspitz stał się jednym z tych etapów Korony Europy, których nie da się sprowadzić do samego zdjęcia przy nazwie kraju.
Poranek ponad chmurami
Już na początku podejścia widoki były niezwykłe. Dolinę wypełniała jednolita warstwa chmur, a ponad nią wyrastały góry. Szliśmy obok drzew, przez otwarte łąki i coraz bardziej surowe fragmenty doliny. Zielony pierwszy plan i biała powierzchnia chmur wyglądały niemal jak dwa oddzielne światy.
W miarę zdobywania wysokości zmieniało się również podłoże. Na zacienionych zboczach pojawił się śnieg. Dalej nie był już tylko pojedynczą plamą przy drodze: pokrywał podejścia i fragmenty grani. W ruch poszedł czekan, a na głowie miałem kask.




Wśród skał i śniegu
Wyższa część wyjścia wymagała już uważnego stawiania kroków. Ośnieżone stoki przeplatały się ze skałami, a z grzbietów otwierały się widoki na jasne, suche zbocza po jednej stronie i zimowy krajobraz po drugiej. Listopad był tu widoczny bardzo dosłownie: kolor i warunki zależały od strony góry.
Przesuwaliśmy się po grani, zatrzymując się w miejscach, z których można było obejrzeć przebytą drogę i dalsze wierzchołki. W otoczeniu nie brakowało ostrych skalnych kształtów, a śnieg mocno podkreślał ich zarys. To była zupełnie inna skala wyjścia niż niskie, łatwo dostępne punkty części europejskich państw.





Długi dzień do samego zejścia
Po zdobyciu celu nadal mieliśmy przed sobą powrót przez górny, skalno-śnieżny teren. Najwyższy punkt nie zamykał wyjścia. Dopiero z każdym kolejnym obniżeniem wracały większe połacie odsłoniętej ziemi, jesienne kolory i łagodniejszy krajobraz doliny.
Z Grauspitzu pamiętam przede wszystkim ten stopniowy powrót pomiędzy porami roku. Rano oglądaliśmy morze chmur ponad zielonymi łąkami, w środku dnia poruszaliśmy się w zimowej scenerii, a późnym popołudniem wróciliśmy do doliny. Tak zapisał się mój liechtensteiński etap Korony Europy.




Postaw mi kawę na szlak
Podobała Ci się ta historia? Pomóż mi przygotować kolejną wyprawę i relację.
Postaw mi kawę na szlak ☕Otwiera się w nowej karcie. Dobrowolne wsparcie przez Suppi – samodzielnie wybierasz kwotę.


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.