Islandia – Hvannadalshnúkur, wodospady i lodowa laguna

Wieczorny islandzki krajobraz z wodospadem

Sam zorganizowałem tę wyprawę. W górach szedłem bez przewodnika i bez pomocy agencji.

Islandia · 5-8 lipca 2024 · Korona Europy / Europe’s Highpoints

Islandia: Hvannadalshnúkur, wodospady i gorące źródła

To był piękny, bardzo intensywny wyjazd. W cztery dni zobaczyliśmy zielone doliny, gorące potoki, wodospady, czarne plaże, pola lawowe i lodowce. 7 lipca 2024 weszliśmy na Hvannadalshnúkur, najwyższy szczyt Islandii. Góra była głównym celem, ale cała podróż dała nam znacznie więcej niż kolejny punkt Korony Europy.

Jedną z rzeczy, które najbardziej zapamiętałem, było światło. Zegar pokazywał już noc, a dookoła nadal było jasno. Można było oglądać krajobrazy, spacerować i korzystać z gorących źródeł długo po porze, o której w Polsce zwykle kończy się dzień. W tych zdjęciach i filmach jest zarówno długi górski wysiłek, jak i zwykła radość z odkrywania kolejnych miejsc.

5 lipca: ruszamy w drogę po Islandii

Po przylocie ruszyliśmy samochodem. Za oknami przesuwały się zielone wzgórza i rozległe przestrzenie. Od początku chcieliśmy wykorzystać ten krótki pobyt także na zwiedzanie. Kolejne przystanki pokazywały, jak różne potrafią być krajobrazy tej wyspy.

Darmowe gorące źródła w jasną noc

To był jeden z najbardziej niezwykłych przystanków: gorący potok pośród zielonych zboczy, para unosząca się nad wodą i drewniane pomosty przy miejscach do kąpieli. Korzystaliśmy z tego miejsca bez kupowania biletu wstępu. Późna pora nie oznaczała pustki – dookoła było sporo ludzi, a niebo nadal pozostawało jasne.

Wcześniej po drodze oglądaliśmy parujące zagłębienia i geotermalny teren. Przy samym potoku można było już przystanąć, wejść do wody i odpocząć w zupełnie innym otoczeniu niż hotelowy basen. Ten widok szczególnie utkwił mi w pamięci: ciepła woda, otwarta dolina i jasna letnia noc.

Gorący potok i kąpiące się grupy podczas pierwszej jasnej nocy na Islandii.
Dolina i pomosty przy gorącym potoku podczas pierwszej jasnej nocy na Islandii.

Krater z jeziorem i czekanie na gejzer

Pierwsza noc nie skończyła się na jednym przystanku. Przy kraterze Kerið oglądaliśmy jezioro otoczone wulkanicznym zboczem, a później czekaliśmy na wyrzut wody ze Strokkura. Było przy tym trochę żartów i prób uchwycenia odpowiedniego momentu. Spokojna powierzchnia wody nagle zmieniała się w wysoki słup, który szybko znikał.

Letnie światło sprawiało, że trudno było poczuć, jak późno już jest. Wciąż mieliśmy przed sobą kolejne miejsca i nowe widoki.

Wyrzut gejzeru Strokkur w świetle jasnej letniej nocy, 6 lipca 2024.

Wodospady z bliska – i test kurtki

Wodospady były ogromną częścią tego wyjazdu. Oglądaliśmy je z różnych stron, podchodziliśmy pod spadającą wodę i zaglądaliśmy w miejsca ukryte między skałami. Z bliska ich siłę czuje się dużo mocniej niż na szerokim zdjęciu: woda wypełnia kadr, a dookoła unosi się rozprysk.

Przy jednym z nich wszedłem pod wodospad, żeby w praktyce przetestować wodoodporną kurtkę. Zalało mnie całego. Woda i rozprysk otaczały mnie ze wszystkich stron. To był jeden z tych momentów, które szczególnie zapamiętałem z tego wyjazdu.

Przy kurtynie wodospadu, 6 lipca 2024.

Szlak wodospadów nad Skógafoss

6 lipca ruszyliśmy od Skógafoss dalej w górę, wzdłuż rzeki i kolejnych wodospadów. Po wejściu wyżej krajobraz zmieniał się w zielone zbocza, głębokie wąwozy i wodę przecinającą ciemną skałę. Jeden widok prowadził do następnego: kaskada, zakręt rzeki, kolejny próg i nowe miejsce, przy którym chciało się zatrzymać.

To ta część wyjazdu, którą zapamiętałem jako trasę dwudziestu wodospadów. Warto pokazać tutaj więcej niż jeden największy widok. Na zdjęciach i filmach widać szeroką dolinę, przebieg rzeki oraz mniejsze kaskady. Po drodze jest również tabliczka z nazwą Fremri-Fellsfoss. Cały ten spacer był jedną z piękniejszych części zwiedzania.

Zielony wąwóz i rzeka na szlaku nad Skógafoss, 6 lipca 2024.
Fremri-Fellsfoss na szlaku kolejnych wodospadów nad Skógafoss, 6 lipca 2024.

Czarna równina, wrak samolotu i wybrzeże

Wieczorem dotarliśmy do wraku samolotu na czarnej równinie. Marsz do niego dłużył się nam – po kolejnych odwiedzonych miejscach trzeba było jeszcze przejść przez rozległy, odkryty teren. W rozmowach z drogi wracał temat tego, ile jeszcze zostało do samolotu. Po zieleni wąwozów ta surowa przestrzeń wyglądała jak zupełnie inne miejsce. Dalej czekały nadmorskie klify, czarne plaże i maskonury wśród trawy. Islandia zmieniała krajobraz szybciej, niż zdążyliśmy przywyknąć do poprzedniego.

Przy wraku samolotu na czarnej równinie, 6 lipca 2024.
Maskonur na nadmorskim klifie, 6 lipca 2024.

7 lipca: wejście na Hvannadalshnúkur

Hvannadalshnúkur ma około 2110 metrów i jest najwyższym szczytem Islandii. Wznosi się w masywie lodowcowym Öræfajökull, na obszarze Parku Narodowego Vatnajökull. Sama wysokość nie oddaje charakteru wejścia: czekał nas długi dzień i przejście po lodowcu.

Rano ruszyliśmy w czwórkę. Początek prowadził przez zielone zbocza i skalisty teren. Po drodze mijaliśmy naturalny skalny łuk, a z każdym odcinkiem krajobraz stawał się bardziej surowy. Wkrótce pojawił się śnieg, a widoczność zaczęły ograniczać chmury.

Lodowiec, lina i wyjście ponad chmury

Na lodowcu szliśmy związani liną. Zamiast kolorowej doliny mieliśmy przed sobą biel, ślady i sylwetki osób z zespołu. Potrzebna była koncentracja na drodze i wzajemnym tempie. Zdjęcia pokazują również otwarte szczeliny i pofałdowaną powierzchnię śniegu. Nawet kiedy wydawało się, że wierzchołek jest już blisko, pozostawał jeszcze długi odcinek.

Po południu wyszliśmy ponad chmury. Odsłoniła się szeroka śnieżna przestrzeń pod mocno błękitnym niebem. To była ogromna zmiana po wcześniejszej mgle: wreszcie mogliśmy zobaczyć otaczający nas lodowiec i skalę masywu.

Zespół związany liną na lodowcu w drodze na Hvannadalshnúkur, 7 lipca 2024.

Flaga na najwyższym punkcie Islandii

Późnym popołudniem dotarliśmy na szczyt. Robiliśmy wspólne zdjęcia z flagą. Pod nogami śnieg, daleko w dole chmury, dookoła kolejne białe wzniesienia. Hvannadalshnúkur dołączył do zdobytych celów mojej Korony Europy.

Na górze nie było charakterystycznego krzyża ani kamiennej wieży. Najmocniejszy był sam widok: ogromna przestrzeń lodowca i nasza mała grupa po wielu godzinach podejścia. Została chwila na zdjęcia i rozejrzenie się, ale trzeba było jeszcze wrócić do doliny.

Panorama ze szczytu Hvannadalshnúkur, 7 lipca 2024.

Powrót przez chmury do zielonej doliny

Podczas zejścia ponownie weszliśmy w chmurę. Błękitny świat z góry zniknął i znów szliśmy w ograniczonej widoczności. Dopiero niżej wróciły skały, trawa i wodospad. Za nami był naprawdę długi górski dzień: od zielonych zboczy przez lodowiec po szczyt ponad chmurami i z powrotem.

Zejście po śniegu i widok na lodowiec po wejściu na Hvannadalshnúkur, 7 lipca 2024.

8 lipca: laguna lodowcowa

Po górach Islandia miała dla nas jeszcze jedno niezwykłe zakończenie. Przy lagunie lodowcowej oglądaliśmy bryły lodu unoszące się na spokojnej wodzie. W jasnej letniej nocy zmieniały się kolory nieba. Kilka godzin wcześniej szliśmy po śniegu wysoko w górach, a teraz oglądaliśmy lód z brzegu.

Laguna lodowcowa w świetle jasnej nocy po górskim dniu, 8 lipca 2024.

Lód na czarnej plaży i bazaltowe wybrzeże

Nad ranem słońce oświetlało lód wyrzucony na czarną plażę. Jasne bryły leżały przy falach Atlantyku, na bardzo ciemnym podłożu. Dalej oglądaliśmy wybrzeże z bazaltowymi kolumnami i skalnymi iglicami. To znów był inny obraz Islandii niż lodowiec czy zielona rzeka między wodospadami.

Bryły lodu i fale na czarnej plaży, 8 lipca 2024.

Blue Lagoon oglądana z zewnątrz

Przy Blue Lagoon oglądaliśmy okolicę z zewnątrz, pozostając poza płatną strefą kąpielową. Sama błękitna woda była przepiękna. Jej kolor i otaczający ją krajobraz robiły ogromne wrażenie, choć naszą kąpiel w gorącej wodzie mieliśmy już wcześniej przy darmowym potoku.

Otoczenie Blue Lagoon oglądane z zewnątrz, 8 lipca 2024.

Miejsce po niedawnej erupcji

Pojechaliśmy zobaczyć również teren, przez który niedługo wcześniej przeszła lawa. Zalała okolicę i zniszczyła drogę. Przejeżdżając przez te miejsca, oglądaliśmy ślady erupcji z bliska. Po zielonych dolinach i białych lodowcach był to kolejny bardzo mocny obraz tej wyspy.

Kontekst tego miejsca: archiwalne komunikaty Icelandic Meteorological Office opisują, jak w czerwcu 2024 lawa zalała drogę Grindavíkurvegur. Informacje z okresu przed naszym wyjazdem.

Droga i teren pokryty lawą w okolicy Blue Lagoon, 8 lipca 2024.

Spacer po Reykjavíku

Był też czas na miejskie zwiedzanie. Na nabrzeżu zatrzymaliśmy się przy rzeźbie przypominającej łódź i zrobiliśmy zdjęcie z ekipą. Później spacerowaliśmy tęczową ulicą i oglądaliśmy zabudowania Reykjavíku, w tym Hallgrímskirkję. Po śniegu, wodospadach i czarnych plażach zwykły spacer po mieście dopisywał kolejną część tej intensywnej podróży.

Spacer przy kościele i placu w Reykjavíku, 8 lipca 2024.

Ten wyjazd zapamiętałem jako ciąg zupełnie różnych krajobrazów. Gorąca woda w jasną noc, rozprysk wodospadu, zielone wąwozy, wulkaniczna skała, śnieg ponad chmurami i lód przy oceanie. Hvannadalshnúkur był głównym celem, a zwiedzanie sprawiło, że cała podróż stała się tak pięknym wspomnieniem.

O szczycie: Öræfajökull i najwyższy szczyt Islandii – Icelandic Meteorological Office.

O serii wodospadów nad Skógafoss: Skógafoss i Skógaá – islandzka agencja środowiska.

Postaw mi kawę na szlak

Podobała Ci się ta historia? Pomóż mi przygotować kolejną wyprawę i relację.

Postaw mi kawę na szlak ☕

Otwiera się w nowej karcie. Dobrowolne wsparcie przez Suppi – samodzielnie wybierasz kwotę.