Sam zorganizowałem tę wyprawę. W górach szedłem bez przewodnika i bez pomocy agencji.
Szwecja, Finlandia i Norwegia · 25-27 lipca 2024 · Korona Europy
Kebnekaise i Halti – długa trasa na dalekiej północy
Z Kebnekaise zapamiętałem przede wszystkim długość wyjścia: około 60 kilometrów. W jednym długim wyjściu połączyliśmy dojście doliną, wejście przez lodowiec i skalny teren, oba wierzchołki oraz powrót. Dla porównania, taką wyprawę można rozłożyć na dwa lub trzy dni; my zrobiliśmy ją w ciągu jednego wyjścia. Następnego ranka ruszyliśmy jeszcze na Halti, najwyższy punkt Finlandii. Ten wyjazd z 25-27 lipca 2024 roku zapamiętałem jako bardzo intensywną podróż przez Szwecję, Finlandię i Norwegię: komary na początku drogi, lodowiec i wąska grań, długi powrót, a na koniec kamienne Halti oraz Tromsø.
25 lipca: przylot i dojazd na północ
Po przylocie odebraliśmy samochód i ruszyliśmy w stronę gór. Za oknami zmieniały się jeziora, górskie zbocza i rozległe północne krajobrazy. W planie mieliśmy dwa cele Korony Europy: najpierw najwyższy szczyt Szwecji, później najwyższy punkt Finlandii na granicy z Norwegią. Najwięcej sił miał nas kosztować pierwszy z nich.
Tak długi dzień zaczyna się znacznie wcześniej niż przy stromym podejściu pod szczyt. Trzeba jeszcze dojechać, przygotować plecak i sprzęt oraz przejść dolinę. Dojazd i dolina zajmowały znaczną część tej intensywnej podróży.
Północ z 25 na 26 lipca: początek drogi i komary
Na Kebnekaise wyszliśmy około północy. Mimo późnej pory widać było otoczenie i jasne niebo nad doliną. Na początku szliśmy ścieżką wśród niskiej zieleni i drzew. Góry były jeszcze daleko, a pod nogami mieliśmy zupełnie inny teren niż ten, który czekał nas wyżej.
Komary szybko stały się jednym z głównych tematów. Było ich mnóstwo, a ja zapomniałem środka odstraszającego. Komary męczyły nas od początku podejścia. W ruchu było trochę łatwiej, więc kolejne postoje nie zachęcały do długiego odpoczynku.





Długa dolina, mosty i schronisko
Po drodze były potoki, mosty, jezioro i rozległe fragmenty doliny. Jedne odcinki prowadziły między drzewami, na innych otwierał się widok na całe górskie otoczenie. Przy wodzie widać było przystań, a dalej zabudowania schroniska. W okolicy schroniska sfotografowałem też śmigłowiec. Za tymi miejscami pozostawało jeszcze podejście w wyższe partie masywu.
Różnica między doliną a górą jest tu bardzo wyraźna. Niżej było dużo zieleni, drewniane przejścia i mosty nad wodą. Wyżej coraz więcej miejsca zajmowały kamienie, śnieg oraz chmury zatrzymujące się na stokach. W niektórych chwilach nad doliną pojawiał się błękit, podczas gdy wierzchołki nadal były zasłonięte.




Wyżej: śnieg i lodowiec
Weszliśmy na drogę prowadzącą przez lodowiec i żleb, zamiast klasycznego wariantu Västra leden. Założyliśmy kaski i uprzęże, pojawiła się lina. Po wielu godzinach marszu w dolinie trzeba było zmienić sposób poruszania się i skupić na górskim terenie.
Na lodowcu ciemne pasma przecinały lód, przy skałach zalegał śnieg, a nad całością przesuwały się chmury. Przez śnieg prowadził ślad między skalnymi zboczami. To był jeden z etapów, które nadały temu wyjściu jego charakter.



Skalne przejście i oczekiwanie na swoją kolej
W bardziej stromym fragmencie drogi ruch zwolnił. Przed nami przechodziła inna grupa i zrobił się korek. Po długim podejściu czekanie potrafiło zniecierpliwić, szczególnie po tylu godzinach w drodze. Dalej pozostawało przejść przez skałę i dotrzeć wyżej.
W tej części trasy lodowiec pozostawał między skalnymi ścianami. Dalej były kamienisty stok i niewielki drewniany schron. Krajobraz zmieniał się razem z drogą: śnieżna powierzchnia ustępowała skale, a następnie znowu wracał śnieg w okolicy wierzchołków.



Dwa wierzchołki Kebnekaise i przejście grani
Najpierw osiągnęliśmy śnieżny wierzchołek południowy, a potem ruszyliśmy w stronę skalnego północnego. Łącząca je grań była wąska. Związani liną przechodziliśmy z białej kopuły ku skałom, uważnie stawiając kolejne kroki. Chmury chwilami zasłaniały otoczenie, a kiedy się odsuwały, pokazywały strome stoki po obu stronach.
Około 13:44 staliśmy na północnym wierzchołku Kebnekaise, mającym około 2096 metrów – najwyższym punkcie Szwecji. Oba wierzchołki były nasze. Południowy jest pokryty lodem i jego wysokość się zmienia; północny ma skalny wierzchołek. Z tej części wyprawy zostały zdjęcia na śnieżnej grani, portret na skałach oraz film z panoramą Nordtoppen.
Szczyty za nami, długa droga powrotna przed nami
Po zdobyciu obu wierzchołków trzeba było ponownie przejść grań, wrócić przez wierzchołek południowy i zejść z gór. Dojście na szczyt nie zamykało więc całego wyjścia. Nadal czekały nas śnieg, skała, niższe stoki i długa dolina.
W drodze powrotnej krajobraz znów się otwierał. Pojawiały się widoki na potoki, zielone zbocza i zabudowania niżej. W porównaniu z chmurami na grani było dużo więcej światła. Przez dolinę wracaliśmy już w zupełnie innym świetle niż podczas nocnego startu.
Wieczorem byliśmy jeszcze w drodze. Około 60 kilometrów całej trasy Kebnekaise dobrze tłumaczy zmęczenie pod koniec tego dnia. To był duży wysiłek, obejmujący znacznie więcej niż samo wejście i zdjęcie na wierzchołku. Kolejny cel mieliśmy jednak już następnego ranka.








27 lipca: Halti po krótkim odpoczynku
Po Kebnekaise w nogach został cały poprzedni dzień. Rano ruszaliśmy już na Halti. Po tak długim wyjściu ruszaliśmy na kolejny cel z krótkim odpoczynkiem pomiędzy górskimi dniami. Ta część podróży miała jednak inny charakter: rozległe kamieniste zbocza, woda w oddali i łagodniejsze linie krajobrazu.
Najpierw znaleźliśmy się po norweskiej stronie, nieco powyżej właściwego celu. Najwyższy punkt Finlandii leży na zboczu masywu, przy granicy z Norwegią; nie jest najwyższym wierzchołkiem całego Halti. Trzeba było przejść jeszcze do oznaczonego fińskiego punktu.
Dotarliśmy do fińskiego oznaczenia Halti (Háldi), 1324 m n.p.m. Był to mój 42. punkt Korony Europy. Zostały z niego zdjęcia przy kamiennym kopcu i tabliczce, szeroki widok kamienistych zboczy oraz nagranie z norweskiego punktu ponad Halti. Po tak długim poprzednim wyjściu zebranie sił na kolejny cel dało dużo satysfakcji.






Po Halti: fiordy i Tromsø
Po zejściu wróciliśmy do samochodu i ruszyliśmy przez Norwegię. Za oknami pojawiły się woda, fiordy i nadmorskie góry. Został jeszcze czas na Tromsø przed wieczornym lotem. Po dwóch górskich dniach spacer po mieście i przy porcie był kolejną zmianą scenerii.
Podczas spaceru oglądaliśmy zabudowania miasta, katedrę, łodzie przy nabrzeżu i duży mural. W ciągu jednej podróży zobaczyliśmy więc zarówno lodowiec i śnieżną grań Kebnekaise, jak i kamienny krajobraz Halti oraz norweskie wybrzeże. Najmocniej pamiętam jednak długość szwedzkiego wyjścia i to, że po nim znaleźliśmy jeszcze siły na kolejny punkt Korony Europy.
O regionach: Kebnekaise – Svenska Turistföreningen · Halti – Luontoon.
Postaw mi kawę na szlak
Podobała Ci się ta historia? Pomóż mi przygotować kolejną wyprawę i relację.
Postaw mi kawę na szlak ☕Otwiera się w nowej karcie. Dobrowolne wsparcie przez Suppi – samodzielnie wybierasz kwotę.












