Sam zorganizowałem tę wyprawę. W górach szedłem bez przewodnika i bez pomocy agencji.
13-14 stycznia 2024 · Alpy Julijskie
Triglav zimą – biwak pod gwiazdami i powrót na szczyt
Na Triglav wróciłem w styczniu, już po jesiennym wejściu w 2022 roku. Tym razem chcieliśmy zobaczyć najwyższy szczyt Słowenii w pełnej zimie. Pojechaliśmy we czwórkę: Monika, Basia, Rafał i ja. Czekały nas dwa dni w górach i nocleg na śniegu.
13 stycznia: z mroźnej doliny do słońca
Rano było około minus dziesięciu stopni. Na początku szliśmy w cieniu, pomiędzy drzewami i ośnieżonymi skałami. Dopiero wyżej wyszliśmy w słońce. Zrobiliśmy przerwę na śniadanie i picie, korzystając z miejsca, w którym można było się trochę ogrzać. Nad nami rozciągało się błękitne niebo, a im wyżej podchodziliśmy, tym więcej było widać białych grzbietów.
Po drodze obejrzeliśmy niewielki zimowy schron. Nasz dzień na tym się jednak nie kończył: podchodziliśmy dalej, aż do zabudowań schroniska i stacji meteorologicznej. Wirujące przy nich turbiny słychać było z daleka. Początkowo wziąłem ten hałas za śmigłowiec.






Noc przy schronisku
Wieczorem przygotowaliśmy miejsce do spania w śniegu przy budynku, osłaniając się od wiatru. Łopata poszła w ruch, a potem mogliśmy już rozłożyć rzeczy. Nie był to nocleg w ciepłym pokoju: spaliśmy na zewnątrz, w śpiworach, z górami i gwiazdami nad głowami. Turbiny nadal hałasowały, ale w naszym zagłębieniu było spokojniej niż na otwartej przestrzeni.
Zanim zrobiło się zupełnie ciemno, zdążyliśmy obejrzeć zachód słońca. Śnieg i dalekie pasma zmieniały kolory, a na horyzoncie pojawił się różowy pas. Ten wieczór był równie ważną częścią wyjazdu jak samo wejście.





14 stycznia: biała grań i 2864 metry
Rano ruszyliśmy w stronę wierzchołka. Zastaliśmy ślad w śniegu, ale odsłonięta grań wymagała skupienia. Wąskie odcinki przeplatały się z miejscami, gdzie można było na chwilę stanąć i rozejrzeć się po Alpach Julijskich. Słońce przebijało się przez wysokie chmury, a pod nami ciągnęły się kolejne ośnieżone doliny.
Przed południem stanęliśmy przy charakterystycznej wieżyczce na szczycie. Triglav, 2864 metry, zdobyty również zimą! Śnieg sięgał wysoko wokół metalowego schronu. Z Moniką żartowaliśmy z obiecanej przez kolegę malinówki, którą miał przygotować na uczczenie tego wejścia.






Długi powrót do samochodu
Ze szczytu wracaliśmy ostrożnie granią, a później schodziliśmy w stronę miejsca biwaku i doliny. Popołudnie upłynęło nam jeszcze w śniegu; do samochodu dotarliśmy już pod wieczór. Wszyscy zeszliśmy na dół. Zimowy Triglav, noc pod gwiazdami i dwa dni spędzone razem w górach – taki był bilans tego weekendu.
Postaw mi kawę na szlak
Podobała Ci się ta historia? Pomóż mi przygotować kolejną wyprawę i relację.
Postaw mi kawę na szlak ☕Otwiera się w nowej karcie. Dobrowolne wsparcie przez Suppi – samodzielnie wybierasz kwotę.


Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.