1 grudnia 2024 wróciłem na Sławkowski Szczyt. Tym razem to całodniowe zimowe wejście ze znajomymi: od zaśnieżonego lasu o poranku, przez słoneczne podejście ponad doliną, po szczytowy krzyż i powrót przy wieczornej poświacie.

1 grudnia 2024 – powrót na znany szczyt
Na początku grudnia wróciłem na Sławkowski. Od dołu szliśmy pieszo, bez korzystania z kolejki na Hrebienok. Tym razem od poranka było słonecznie. W lesie leżał śnieg, a ponad nim świeciło niebieskie niebo. Niskie słońce tworzyło długie cienie na zboczach.
Na podejściu zatrzymaliśmy się przy punkcie widokowym. Niżej rozciągały się miejscowości i lasy, a wyżej coraz lepiej było widać skalne grzbiety. Im dalej w górę, tym mniej zostawało drzew i tym więcej bieli otaczało trasę.
Podejście zajęło znaczną część dnia. W końcowym odcinku szliśmy po śnieżnym zboczu, pomiędzy pojedynczymi skałami. Daleko pod nami była dolina. Widoczność pozostała dobra także wysoko, więc oglądaliśmy dalsze masywy i drogę za sobą.



















Krzyż, finał WKT i zejście
Po 13:00 dotarliśmy pod krzyż. Dla mnie był to kolejny powrót na tę górę, a dla osoby z naszej ekipy – ukończenie Wielkiej Korony Tatr. Były gratulacje i wspólne zdjęcia. Nagrałem też krzyż oraz zimową panoramę ze szczytu.
Zeszliśmy w popołudniowym świetle. Na śniegu leżały długie cienie, a nad doliną niebo robiło się coraz cieplejsze. Po powrocie między drzewa widzieliśmy jeszcze wieczorną poświatę. Od porannego lasu do tego momentu znów wyszedł nam cały dzień w górach.


















Wróć do Wielkiej Korony Tatr →
Postaw mi kawę na szlak
Podobała Ci się ta historia? Pomóż mi przygotować kolejną wyprawę i relację.
Postaw mi kawę na szlak ☕Otwiera się w nowej karcie. Dobrowolne wsparcie przez Suppi – samodzielnie wybierasz kwotę.
